Nie-zwykłości...
PL R Armando Morabito - Eyes of the Sky (feat. Tina Guo)
Podnoszę rolety. Kręci się ochoczo korbka, a światło powoli zalewa pokój. Nie inaczej – zalewa. Wlewa się światło w czerń pokoju. Najpierw trochę, potem jeszcze i jeszcze i jeszcze i zanim ręka poczuje mdlenie, robi się całkiem jasno. Robię tak codziennie i codziennie lubię ten pierwszy moment, kiedy czerń nocy nagle pryska. Nie odchodzi w stronę zachodu, a pryska. Bo wiesz, lubię stać przed wschodem słońca pod niebem, które zmienia kolory. Lubię ten spektakl i to, że dzieje się na moich oczach. Nasłuchuję odgłosów miasta, które coraz głośniej budzi się do życia. Ale tu, na przedmieściach jest zaledwie brzęczeniem, które znika, kiedy ptaki zaczynają śpiewać. Czasami z daleka usłyszę pociąg, który wystukuje swą melodię pękniętego serca na podkładach. Stuk-stuk, przerwa, stuk-stuk, przerwa. Lubię ten dźwięk, bo jest rzeczywisty. Lubię ten dźwięk, bo jest nierzeczywisty. A ja sobie stoję pod jasnym niebem i patrzę na pole, które jaśnieje od rosy. I tak sobie myślę, ze świat jest zwykły niezwykłościami i niezwykły zwykłościami. Głupoty piszę, co? A może miarą widzenia świata przez człowieka jest właśnie to, że mijając zwykłe rzeczy dostrzega ich niezwykłość? Czym jest niezwykłość? Anomalią? Innością? Cudownością? Chwila, a może nie w rzeczach tkwi niezwykłość, a w nas? Bo to przecież my wybieramy to, co jest niezwykłe. Zwykłe kwiaty stają się cudowne, a trawa nabiera szeptu, kiedy wiatr nią kołysze. A krople, czyż one nie są cudownie niezwykłe? Ale przecież to zwyczajny świat. Zwyczajne łóżko szpitalne i staruszka podłączona do aparatury. Staruszek z mętnym wzrokiem i otwartą, bezzębną buzią. Tak, mówię o szpitalu. Moje kroki są ciche, kiedy mijam sale, w których leżą ludzie. Widzę twarze poorane wiekiem, troską, chorobą. Ale to również jest niezwykłe, wiesz? Bo patrzę na starość i zastanawiam się, jak ten człowiek wyglądał, kiedy był młody, jak ta kobieta wyglądała będąc dziewczyną. Ich głosy pewnie były dźwięczne, a oczy pełne blasku. Idąc przez pola pewnie zanurzali dłoń w wysoką trawę. A może wcale tego wszystkiego nie dostrzegali zajęci swoimi sprawami? Jakimi? Spójrz, jakie to wszystko jest niezwykłe. I wschód i rosa i zmiana barwy i krople. I szpital i ludzie, którzy niosą w sobie historie. Niosą w sobie słowa, których nie wypowiedzą. Ile niezwykłości zginie w niepamięci i w niewypowiedzeniu. I jak czasami patrząc na ten świat o wschodzie słońca ściska mi coś gardło, tak dzisiaj siadłem na twardym, szpitalnym krześle czując zaciskająca się krtań. Czy różni się ściśnięcie krtani tam, na polach od tego w szpitalu? Wszak łzy, które we mnie się zbierają nie powstają ze smutku, ale z nagromadzenia niezwykłości i ich zrozumienia. Trudno tylko czasem nieść to zrozumienie. Trudno…


















Komentarze
Prześlij komentarz
KOMENTARZE