Guziki milczenia...
Pachniesz.
Pachniesz macierzanką. To dobry zapach, ale…Czasami wolałbym nie opowiadać historii. Zostawić ją dla siebie. Gdzieś wewnątrz, gdzie rodzą się myśli, a potem zamieniają w słowa. Zapiąć guzik milczenia. Ale nic z tego nie zrozumiesz, nie odgadniesz, nie przeczujesz. Nie będziesz wiedzieć. Nie poznasz. Niektórzy mówią, że to konieczne, by zachować element zaskoczenia, wiecznej tajemnicy i odkrywania. Może. Nie jestem tego pewien, ale to chyba nieprawda. To tak, jakbym dozował siebie po kawałku. Odsłaniał siebie z niechęcią, ale i wyrachowaniem. A przecież historie są wpisane we mnie. Wyrywają się właśnie po to, byś mogła popatrzyć na mnie inaczej. Wiedzieć dlaczego tak, a dlaczego nie. Skąd skojarzenie, które w tej chwili uderzyło mnie i znalazłem miejsce na uśmiech. Skąd moje oczy nieprzytomne i zanurzone w czasie zaprzeszłym. Dlaczego jestem i nie jestem obok. Bo czujesz mnie, prawda? Czujesz ciepło mojego ciała, bicie serca, delikatne pulsowanie w przegubie dłoni. Czujesz na uchu mój oddech. Pytasz, a ja milczę. Zbieram słowa, zastanawiam się, jak opowiedzieć siebie. To trudne, wiesz? Zwłaszcza w takiej chwili, kiedy otacza nas ciemność. Spójrz, pogasły ekrany telefonów, za oknem ciemność i nie trzeba nic więcej oprócz dotyku. Albo dotyku i kogoś, który by głosem uspokoił własne myśli. Pogładził dłonią cały dzień, otwierając wnętrze zapraszająco. I potem, kiedy nastanie miękkość i światła nie będą raziły oczu mój głos, mój gest rozbiorą cię z całego dnia. Rozbiorą ze wszystkich myśli. Ciepłą dłonią, zbyt dużą do takich rzeczy rozepnę milczenie. Pierwszy guzik nieporadnie. Może zbyt szybko? A może z wahaniem. Następny śmielej i łagodnie. A potem następny i następny nie zważając na ironię odpowiedzi. A głos cichnie, zamienia się w szept. A ciepła, za duża dłoń o długich palcach dotyka skóry. Tak samo ciepłej. Opowiesz? Opowiem. Ostatni guzik został rozpięty, opadło milczenie i został szept i ciemność. Zaufanie i miękkie wargi. Więc zacząłem od tego, że pachniesz. Pachniesz macierzanką. Macierzanka rosła na łąkach, dawno, dawno temu. Była inna od kwiatów w ogrodzie. Zupełnie inna. Siadałem na ostrej, dzikiej trawie i zanurzałem dłonie w macierzankę. A moja dłoń pachniała ziołami i przestrzenią. Pachniała domem i czymś ulotnym, czego nigdy nie zdołałem określić. Kojarzyła mi się z prababką i babką, które kruszyły ją i wsypywały do mojej kąpieli, bym spał macierzankowym snem. Kiedy zrywam macierzankę, to wącham ją, ale potem rozgniatam na kulkę, która toczę wewnątrz dłoni, by zapach dłużej ze mną został. Pytasz, kiedy to było? Dawno. Prawie zbyt dawno, by można powiedzieć, ze to jeszcze moje życie. Ale to prawda, to moje życie, więc mimo ciemności widzę starą kuchnię. Starą, czyli taką, którą pamiętam – z piecem opalanym węglem, gdzie można było otworzyć popielnik i patrzyć, jak cudownie pomarańczowe drobinki wpadają w popiół i powoli gasną. Był też stary kredens. Bifej. Tak, to po śląsku. Byfej był malowany na biało i miał szuflady, w których kryły się skarby. Magiczne przedmioty, których przeznaczenia nie rozumiałem. W jednej z szuflad były guziki. Dużo guzików. Różnych. Małych, dużych, kościanych, plastikowych, metalowych. Były też te, które nad wyraz lubiłem, bo były w kształcie różowej kuli z perłowym oczkiem. Uwielbiałem wyszukiwać wśród nich tych wyróżniających się. Zastanawiałem się przy jakich ubraniach dawniej były. Pamiętam też takie, które były wytłoczone z metalu w kształt motyla. W szarym świecie PRL-u, dla dziecka ta szuflada była skarbnicą, która pozwalała bawić się i wymyślać historie. W szufladzie obok było pismo. Pewnie ciotka gdzieś przywlokła i zostało, bo nikt tego nie czytał. Pamiętam, że był to RELAX z 1978 roku z opowieścią o Thorgalu Aegrissonie i pierścieniach Frei. Ale były też rysunki Janusza Christy. Fascynował mnie ten świat. Kolorowy, fantastyczny, dziwny. Bifej stoi dziś gdzie indziej. Nie jest już centralnym miejscem w kuchni. Jest złowrogo pusty. Otwieram czasami szufladę i nie ma guzików. Nie ma starej gazety. Ale jest zapach. Zapach starej kuchni. Dlatego nie dziw się, że kiedy opowiadam o tym, to uśmiecham się. Nie widzisz, prawda? Nie widzisz mojego uśmiechu. Ale czujesz. Przyznaj, proszę. Bo ciemność zasłania wszystko, ale możesz wyczuć to w moich słowach. Mruknij chociaż, albo uściśnij palce, bym poczuł. Bo ja czuję macierzankę. Mówiłem ci już, że nią pachniesz? Pewnie mówiłem. Pewnie mówiłem…





















Komentarze
Prześlij komentarz
KOMENTARZE