Opuszki...
Kiedy siedziałem na wydmie, a piach przesypywał się z miejsca na miejsce, chłonąłem to wszystko, co mnie otacza. Chłonąłem, bo inaczej nie potrafię. Bo zdjęcia? Tak, bo zdjęcia. Ale to tylko przykrywka czegoś, co jest we mnie. Chłonę, bo potrzebuję barw. Potrzebuję dźwięków tak różnych od tego, co mnie zazwyczaj otacza. Potrzebuję światła, które sprawia, że jedne rzeczy gasną, inne się rodzą z liźnięcia promieniem. Tak, zbieram zdjęcia. Dowody, albo widokówki z innego życia. Z innego czasu, z innego myślenia. Ładne, ale wiesz, one mogą nic nie znaczyć. Bo co może znaczyć wschód i zachód słońca? Ile można ich zrobić? Tak, wiem, dużo. I dużo ich robię, jakbym potem sam siebie chciał przekonać, że byłem. Że stałem, że dotykałem. Że wyciągałem twarz ku wschodzącej kuli światła, że patrzyłem, jak noc odchodzi, a dzień się rodzi. Że czule głaskałem daleki horyzont i niebo; przeogromne niebo, którego granicy czasami nie umiem dostrzec. Gdybyś siedziała obok, to pewnie patrzyłbym na twoje włosy, w których grają promienie. Pewnie zapragnąłbym ich dotknąć, tak samo jak ust i skóry. Wiesz, one są takie same, ale inne tą innością, która wydobywa światło wschodu. Które wydobywa to miejsce. Magia? Tak, to magia, choć nie ta wielka i potężna, a niedostrzegalna. Może się zdziwisz, czemu Ci to tłumaczę, ale to dla mnie ważne. Po prostu chcę to powiedzieć. Tak, o tym patrzeniu i dotyku też. Może to dziwne, ale zauważyłaś, jakie mamy wrażliwe opuszki palców? Codziennie dotykamy wielu rzeczy, uczymy się ich dotyku po to, by go zapamiętać. Wchłonąć w siebie i rozpoznawać. A potem uważać to za coś zwykłego, mało istotnego. Ale kiedy sobie o tym przypomnimy, to dotyk ożyje na tę chwilę. Znajomy i nieznajomy. Delikatnie, samym opuszkiem. To dobry dotyk, który niczego nie chce, nie żąda, nie narzuca. On po prostu jest. Można wtedy zamknąć oczy. I nic nie mówić. Zresztą kto by mówił na wschodzie słońca? Można tylko zanurzyć się w ciszę i chłonąć to wszystko. A potem? Potem popatrzyć na zdjęcia ze świadomością, że tak właśnie było. Czasami po to, by odnaleźć zdjęcia, które do niczego nie pasują. Tak, takie też są. Anomalia. Przypadkowość, chaos. Tak, pewnie masz rację. Ale kiedy patrzę na te zdjęcia, to one nawet więcej mi mówią, niż pocztówka z minionego czasu. Spójrz, to żółte. Właściwie wśród tylu zdjęć ktoś mógłby go nie zauważyć. Albo pomyśleć sobie, że to przypadek i dalej oglądać. A ono jest inne. Jakie? Kiedy popatrzysz w tę żółć, to możesz zobaczyć piach. Może wielbłądy. Może uderzy cię gorąco pustyni? A może dostrzeżesz wysmukłe cienie kobiet, które na głowach niosą dzbany? A może dostrzeżesz sierpień, który powoli odchodzi dając złote światło i mgiełkę, która rodzi się nad morzem? A to z kamieniami? Tak, to zwykłe otoczaki, które leżą nad morzem. Ale o tej godzinie urzekł mnie ich kształt, ich barwa, ich faktura podobna do szkła. Może właśnie na takich kamieniach rzeźbiono runy, albo wmurowywano w ścianę domu, by odegnać zło. Kamień węgielny? To tylko nazwa, bo nie o węgiel chodzi, a o zbudowaniu na kamieniu, ziarnku piasku swojego nowego świata. A to poruszone, brzydkie? No powiedz, że ono nie przypomina obrazu z wyraźną fakturą farb, niecierpliwymi maźnięciami pędzlem, z podkreśleniem deszczu i braku światła. Zobacz, a ptaki? Spójrz ile razy je zrobiłem. Z księżycem, pod którym swobodnie żeglują i ze wschodem słońca. I kiedy płyną rozciągniętą literą V ucząc się dalekich odlotów na zimę. Wszystko jest zwykłe i w swojej zwykłości zamknięte. A kiedy patrzysz dłużej, to otwiera się świat znaczeń, symboli, metafor, wspomnień. Nigdy o tym nie mówię, bo nie chcę. Zamykam w sobie te ukryte znaczenia jak dotyk. Mogę je nazwać magią, ale czy magią będą dla kogoś innego? Pewnie każdy ma swoją magię, o której nie chce lub nie potrafi powiedzieć. Pokazać. Tak, wiem, chciałbym, by tak było, by na widok gałęzi otwierały się konteksty, znaczenia i gra słów połączona z kolorem. By otworzyła się pamięć dotyku i zapach. A teraz siedzę w fotelu i pamięć gra we mnie. Przypuszczam jakby było, wracam do chwili, kiedy szedłem, kiedy siedziałem, kiedy milczałem. Kiedy pisałem na mokrym piasku znalezionym piórem słowa, które zabrało morze. Słowa modlitwy? Przekleństwa? Pragnienia? Historię przyśnioną tego dnia? A co ty byś napisała? Jakie słowo lub słowa, zanim prędka fala zabierze je do siebie…?























Komentarze
Prześlij komentarz
KOMENTARZE