Strojenie...
Roxette - It Must Have Been Love
Tak, masz rację, dawno mnie tu nie było. Nie składało się i nogi nie chciały ponieść na poddasze, gdzie dawniej żyłem, a drewno chłonęło oddech i sny moje. Może to sprawa schodów, albo czegoś innego we mnie, że omijałem miejsce bliskie, choć tak dalekie. I wierny fotel, który tylko czeka, aż siądę na nim i zapatrzę się w dal. Bo dal tu jest bezbrzeżna. Do pierwszych drzew i dalekich kominów, a słońce barwi zachód łuną i można wtedy chwytać promienie w kolorowe butelki. Można też patrzyć na chmury, które płyną, albo które wiatr rozwiewa, a wśród nich są te, które przypominają włosy syreny nurkującej w niebieską toń w poszukiwaniu gwiazdy. Dotykam starych sprzętów, wiesz? Odwykłem od nich, a one łaszą się do moich opuszków i cieszy mnie to. Puszczam muzykę przez stare głośniki. Powinienem wyrzucić tę wieżę, ale nie mam serca, bo była ze mną tak długo przeżywając wszystkie wędrówki po dźwiękach i ucząc nowych rytmów i zakochania we frazy wyśpiewane kobiecym sopranem albo głębokim altem o barwie miodu. A wieczory? Wieczory były dobre z lampą, która do niczego nie zmuszała i była epilogiem przed zamknięciem dnia. Rozpływały się w moich dłoniach litery i gasło światło, a potem dźwięki. Tak! Pamiętam stukot pociągu, który tu docierał. Leżałem w łóżku i zamiast śnić swoje sny, to czekałem na pociąg, który daleko wystukiwał swoją melodię innego świata. Wyobrażałem sobie ludzi w wagonach i ich sprawy, do których jadą. Nie wiem, czemu ci to wszystko mówię, ale to chyba ta pora, wiesz? Pora na światło, coraz niższe i wydłużające cienie. Niebo dostaje głębi i ciepła. I człowiek zwraca uwagę na rzeczy, które wie, że były, ale przeskakiwał po nich wzrokiem, bo są zbyt oczywiste. Może potrzeba mi było właśnie teraz tego pokoju na wieży, by znów popatrzyć na świat właśnie tak? Przez zasłonę z wczesnej jesieni. Jeszcze nieśmiałej, ale już wkraczającej we mnie. Tak, jakby ledwie dostrzegalnie wszystko stroiła zanim wybuchnie pierwszym, drugim i trzecim akordem. A ja już dostrzegam drzewa i szum liści. Patrzę na dąb pełny sił jeszcze, który zrzuca żołędzie. Jego liście o wschodzie słońca cudownie pokazują wewnętrzne unerwienie. Z jednej strony są srebrne, a kiedy wiatr zawieje stają się zielone. Albo ciemne, kiedy gałęzie ogarnie cień. A wierzba? To mistyczne drzewo Welesa, pana tajemnic, zagadek i magii? Przechylona zawsze w jedną stronę kołysze swoimi długimi gałęziami szepcząc zaklęcia, których nie rozumiem. Nie muszę rozumieć, ale ważne, że patrzę na nie. A brzoza, która chroni od złego uroku i obdarza ochroną i dobrą energią? Nie uwierzysz, ale ostatnio robiłem zakupy i ekspedientka myląc się okrutnie wytłumaczyła się bólem głowy i splątaniem. Na co pewien wąsaty człowiek z siatką wychynął z kolejki i mówi – „to sobie stanie pod brzozą tak z pięć minut, od razu jej przejdzie”. Ludzie się zaśmiali z wariata, a ja pomyślałem, że mamy do czynienia z dalekim odbiciem tradycji słowiańskiej, która przetrwała. Przetrwała niezliczone wiosny i lata, jesienie i zimy, żeby teraz reminiscencją dawnych zwyczajów ujawnić się w warzywniaku, jako cudowne remedium na splątanie i ból głowy. Więc dotykam delikatnego liścia brzozy i uśmiecham się do siebie. W rannym powietrzu liście brzozy cicho szeleszczą, a ja patrzę jak migocą w słońcu ich srebrnozielone ciała. Niedługo wszystkie opadną i znów będę żałował czasu, kiedy traktowałem ich obecność jak coś oczywistego, choć oczywista wcale nie jest. I wiesz, przyszła mi do głowy dziwna myśl, że z każdym zachwytem rodzimy się. A potem umieramy, kiedy do tego przywykniemy, by znów się urodzić dla tego samego podziwu. Może to tak, jak z tym pokojem? Nie wiem. Po dawnemu włożyłem słuchawki na głowę i odnalazłem starą kasetę magnetofonową (znów w modzie). Dźwięki były zniekształcone od ciągłego słuchania, a piosenka urwana. To nic. Znów zachwyciła mnie fraza, którą głos śpiewał, jakby nie istniał czas. A słońce zachodziło i pokój wypełnił się złotem. Nie miałem siły zbierać go w kolorowe butelki. Może innym razem…





























Komentarze
Prześlij komentarz
KOMENTARZE