Chwila...

 

          Zmęczyłem się. Zmęczyłem. Czym? Wszystkim. Wszystkim tym, co związane jest z ludźmi. Odgadywaniem ich intencji, wyłapywaniem słów między wierszami, ukrytych znaczeń. Chciałbym uciec, ale uciec nie mogę, więc milczę kiedy trzeba, bo czuję, że moje słowa niewiele znaczą. I nikt nie odczyta moich pragnień ze słów, które płyną ze mnie. Raz są rwące jak potok, innym razem szerokie rzeką  płynącą leniwie, ale głęboką. A innym razem są kroplami, które szepczą przy uchu dźwiękiem spadania. Tych mi najbardziej szkoda, wiesz? Bo giną w szumie, giną w niezrozumieniu, niechęci i bezpańskości. Najlepiej jest jeszcze rano, kiedy wsiadam do samochodu i jadę w słońce, a ranne mgły jesienne wstają. Wiesz, mam wtedy ochotę zatrzymać auto gdzieś na poboczu. Nie przejmować się zegarkiem, innymi kierowcami, którzy jeszcze tkwią w swoim śnie, albo naładowani energetykami pędzą, tylko stanąć, wysiąść i iść sobie, by mgła mnie otuliła. Po prostu zginąć we mgle wstającej od parującej trawy, albo pośród drzew w tańczących cieniach. I niech będzie cisza. Niech zginą za mgłą gwiżdżące samochody, , drażniące i oklejone nazwami firm IVECO, TIR-y ładujące się w miasto i grające dieslem. Nie, nie chcę tego. Może być daleki stukot pociągu, który jak dawniej przypomni o wędrówce i innym życiu. O spokoju. Wiesz, chciałbym też wejść w światło. Tak, w światło, to ulotne światło jesiennego poranka. Zbyt leniwe, by ożywić krew krążącą w żyłach, ale rozlane leniwie.  I chciałbym cienia, bym mógł w nim zmarznąć, by za chwilę wkroczyć w światło. Prawda, że ładne? Wiem, codziennie zmagam się z tym pragnieniem i dziś prawie stanąłem, ale wygrał obowiązek. Więc wymykam się, kiedy się da i zbieram te chwile rozrzucone w trakcie dnia szukając zachwytu. Siadając gdzie bądź sącząc swoje myśli o wielu sprawach. A może byłoby łatwiej tego wszystkiego w sobie nie mieć? Tych miast, chwil, tej głębi, tych słów, tych wyobrażeń, tego pragnienia? Mieć prosty dzień wytyczony przez nurt dnia, swoje ukochane piwo lub dwa na dobranoc i zgasnąć gdzieś przed telewizorem. Nie budować chwil i światów, tylko wytatuować kilka dat na ramieniu odciążając kłopotliwą pamięć. A może patrzyć na piersi i pośladki kobiet bez spuszczania oczu, bo przecież samiec we mnie rusza się niecierpliwie? Tak, wiem, nie musisz mówić: nie byłbym sobą. Dlatego łapię ten czas. Czas pomiędzy jednym lub drugim. Między obowiązkiem, a koniecznością. Bo chcę być sobą jak długo się da. Patrzyć tak, jak patrzę, myśleć tak, jak myślę. Wiązać słowa ze sobą tak, jak wiążę. Milczeć tak, jak lubię. To trudne, bo nawet sny mam pełne niepokoju. Słodkiego niepokoju. I prawdą jest to, że człowiek karmi się wiecznym niespełnieniem, wiecznym poszukiwaniem i wiecznym pragnieniem nieugaszonym. Widzę to po swoich zdjęciach. O, popatrz, żółte kwiaty topinamburu. Odkryłem znów ich kolonię, która rozrosła się ponad miarę i kiedy jadę rano, to chciałbym tam na chwilę podejść. Nie, nie na chwilę. Po prostu siąść na ziemi pośród żółtych, ciepłych kwiatów i patrzyć w niebo, jak kołyszą się na tle błękitu. I zostać pośród nich, a potem wrócić do domu i mieć dobre, jasne sny. Albo te o barwie miodu, o których nie powiem. I wiem, że nie miałbym dość czasu, by się tym nasycić. Nie inaczej jest z neogotykiem, z kasztanami, różami i kroplami rosy, z każdym zdjęciem, na którym czas zakrzepł w bryłkę. Dni przeminą, a on zostanie niezmienny. A ja? A ja będę wędrował pośród jesieni, by wkroczyć w przymrozki i szare, zimowe dni. Zmieniający się i wciąż szukający odpowiedzi na te same pytania. Chłopak, mężczyzna, staruch. Tego wicca nie przewidziała, tego archetypy nie mówią powtarzając wciąż o potrójnej bogini, której znakiem jest księżyc. A wiesz, dzisiaj jest Dzień Chłopaka. Może to nic nie znaczy, bo przecież chłopakiem już nie jestem. A może jestem, schowałem go tylko. Czasem mruga do mnie w lustrze po kąpieli, i kiedy noc nadchodzi, to on właśnie buntuje się przed snem. Czuję go, jak przeciąga się leniwie gotowy na ucieczkę i czujący żagle swojej płci. Nie, wcale nie smutno, że nikt nie zauważył, że nikt nie powiedział. Po prostu, kupiłem puszkę coli bez cukru i piję za niego i za siebie. Na pohybel im wszystkim, co? Na pohybel samemu sobie...





































Komentarze

Popularne posty